Homestay i Czekoladowe Wzgórza na Filipinach

Wciąż rozwijająca się możliwość podróżowania inspiruje nas do tego, by odwiedzać coraz to dalsze zakątki świata. W pakiecie poszczególnych biur podróży mamy nie tylko atrakcyjne ceny biletów, ale i pełne zaplecze podróżnicze wraz z hotelami, wyżywieniem, czy transportem. Decydując się na urlop swoich marzeń coraz częściej wybieramy egzotyczne miejsca – do tych z pewnością zalicza się Filipiny, które zachwycają turystów przede wszystkim piękną przyrodą. Wiele z tych miejsc nie tylko zachwyca urokliwymi widokami, ale i ciekawostkami i historią. My powiemy sobie nieco więcej o czekoladowych wzgórzach na Filipinach.

Czym są czekoladowe wzgórza na Filipinach? 
Czekoladowe wzgórza inaczej określane są jako kompleks wapiennych wybrzuszeń. Te mają aż 50 km2 i idą wzdłuż wyspy Bohol. Istnieje wiele tez co do liczby wybrzuszeń – jedne mówią o 1260, a inne 1776. Choć z wyglądu wspomniane wybrzuszenia mogą przypominać stożki to jednak część z nich pozostała płaska. Wzrostem również są bardzo zróżnicowane, gdzie mogą mieć zarówno 30, jak 100 metrów wysokości. Czekoladowe wzgórza doskonale prezentują się z perspektywy lotu ptaka. A skąd ta oryginalna nazwa? Jak się okazuje nawiązuje ona to kolorów jakie tworzą się w tzw. okresie suchej pory, które poprzez silne nasłonecznienie otrzymują czekoladową barwę. Okres ten trwa od lutego do maja. Czekoladowe wzgórza w niektórych miejscach porośnięte są zarówno szorstką trawą, małymi krzewami, czy drzewkami. Nie ma tam żadnych jaskiń, mimo iż teren jest do takich zjawisk jak najbardziej przystosowany.

Historia, ciekawostki, mity
Ze względu na „budowę” czekoladowych wzgórz wielu twierdzi, że mają podobną historie co piramidy egipskie – czyli ktoś je zbudował. Tymczasem zwolenników tej trzy musimy rozczarować – czekoladowe wzgórza są wyłącznie dziełem natury. Oczywiście, jak to zwykle bywa mieszkańcy Tajlandii mają swoje teorie co do powstania tego malowniczego miejsca. Jedna z legend mówi o walce dwóch gigantów, którzy po kilku dniach walki zapomnieli tak naprawdę o powodzie kłótni i postanowili zostać przyjaciółmi. Owe wzgórza są w tym sensie pozostałością po bałaganie jaki pozostał w wyniku walk wspomnianej dwójki. Druga legenda dotyczy Arogo, giganta, który nie mógł znieść śmierci ukochanej kobiety. Jego łzy stały się suche i zmieniły się w stożki. Nieco bardziej geograficznie nastawieni myśliciele mówią o wieloletnim procesie wietrzenia rafy. Powstało wielkie, geologiczne przesunięcie rafy nad powierzchnią wody. Kolejne opcje dotyczące teorii powstania czekoladowy wzgórz to erupcje podwodnych wulkanów, a także procesy krasowy. Co do daty powstania czekoladowych wzgórz nie ma jednej określonej, natomiast eksperci mówią o czasach, które miały miejsce ponad 2,5 miliona lat temu.

Jak dostać się do czekoladowych wzgórz? 
Czekoladowe wzgórza przez wielu uważane za prawdziwy cud natury. Znajdują się na dziesiątej co do wielkości wyspie Filipin – Bohol (region środkowego Visayas). Najwięcej atrakcji znajduje się w jej centralnej części, czyli wokół miast Carmen, Batuan i Sagbayan, Na wyspę na której znajdują się Czekoladowe Wzgórza można dostać się samolotem, lub drogą morską. Do głównego punktu widokowego jeśli chodzi o czekoladowe wzgórza zalicza się okolice Carmen, co nazywane jest Chocolate Hills Complex. Chociaż na taras widokowy trzeba wspiąć się aż po 214 schodkach to jak mawiają turyści – ze względu na widoki po prostu

warto! Na terenie czekoladowych wzgórz skanduje się również punkt w którym można kupić pamiątki związane z Czekoladowymi Wzgórzami. Kolejny punkt obserwacyjny to szczyt Sagbayan, znajdujący się w miejscowości o tej samej nazwie.

Szukasz egzotycznego, a przy tym magicznego miejsca, które Cię zachwyci? Zapraszamy na Czekoladowe Wzgórza – zobaczysz te miejsce i życie od razu stanie słodsze.

Jeepney’em po Manili

Być na Filipinach i nie przejechać się Jeepneyem to jak być w Londynie i nie wsiąść do słynnego piętrowego autobusu. To po prostu punkt obowiązkowy! Jeepney jest jednym z najbarwniejszych symboli filipińskiej kultury.

Czym jest jeepney? To pojazd zbudowany na bazie amerykańskiego samochodu wojskowego. Terenówki, jakie armia USA pozostawiła na filipinach po drugiej wojnie światowej, pomysłowi mieszkańcy tych wysp zaczęli przerabiać na pojazdy będące połączeniem busów i taksówek. To, co jest ich cechą charakterystyczną to niezwykle dekoracyjne, barwne malowania. Właściciele jeepneyów prześcigają się w pomysłach na dekoracje i dodatki, jakimi ozdabiają swoje pojazdy.
Jeepneyem po Manili

Z jeepneyów słynie przede wszystkim stolica Filipin – Manila, choć duża popularnością cieszą się także w Cebu i innych większych miastach Filipin. Dla wielu mieszkańców są podstawowym, bo jednym z najtańszych środków transportu. Bardzo wielu przewodników wynajmuje też jeepneye na objazdowe wycieczki po Manili. Niewykluczone, że już niedługo słynne pojazdy zostaną ograniczone właśnie do atrakcji turystycznej. Symbol Filipin nie pasuje bowiem do nowych czasów i aspiracji, jakie mają współczesne filipiny. Jeepneye nie zawsze mają bezpieczną i solidną konstrukcję, często są efektem fantazji ich twórców, którzy niekoniecznie są mistrzami motoryzacji. Poza tym amerykańskie terenówki to prawdziwe pochłaniacze paliwa, a to oznacza ogromną emisję spalin. A z tym Filipiny walczą, wdrażając zasadę zrównoważonego rozwoju i troski o środowiska.

Warto więc przejechać się jeepneyem, póki jest to jeszcze dozwolone. Choć pomysłowi Filipińczycy mają już odpowiedź na zmiany – na ulice Manili wyjechały pierwsze elektryczne jeepneye. Choć koneserzy twierdzą, że autom tym brak duszy i autentyzmu, jakie miały wcześniejsze pojazdy.

Wycieczka po Manili

Jeśli zdecydujemy się wykupić wycieczkę z przewodnikiem po manili, możemy liczyć na jeepneya nowej kategorii. Auto wprawdzie nadal jest ciasne i mało komfortowe, ale dzięki klimatyzacji podróż jest zdecydowanie przyjemniejsza. Typowa trasa jeepenya po Manili wiedzie przez największe atrakcje tego miasta. Objedziecie zabytkowe centrum, gdzie zobaczycie Intramuros będące pozostałością szesnastowiecznej fortyfikacji i utrzymaną w stylu kolonialnym siedzibę prezydenta, a także neogotycki kościół św. Sebastiana. Obowiązkowym punktem wycieczki jest też fort Santiago.
Podczas objazdu Manili jeepneyem zobaczycie też nowoczesną dzielnicę biznesową Makati oraz La Loma, gdzie warto wysiąść by skosztować przysmaków serwowanych z licznych straganów. Do największych należ tu prosięta pieczone w całości.
Niektóre wycieczki jeepneyem obejmują także wyprawę do slumsów Manili. W tej ogromnej metropolii dzielnice biedy są rozległe, a widoki, jakie tam zastaniemy, mogą być dla nas szokujące. Wycieczki do slumsów cieszą się spora popularnością wśród zachodnich turystów, którzy w ten sposób chcą zobaczyć prawdzie filipiny, jakże inne od tych, jakie widzimy na pocztówkach i w folderach turystycznych. Jednak coraz więcej jest głosów, ze tego typu wycieczki są nieetyczne. Turyści za opłatą i z przewodnikiem oglądają biedę tak, jak ogląda się zwierzęta w Zoo. Jeszcze większe wątpliwości budzi płacenie mieszkańcom za wspólne zdjęcia, czy – co cieszy się dużą popularnością – możliwość sfotografowania dzieci. I choć kilka dolarów to kwota dla biednych Filipińczyków zawrotna, w tego typu praktykach jest coś upokarzającego. Dlatego organizacje humanitarne nawołują, by zrezygnować z tego typu turystyki. Proponują, by chcąc przyczynić się do poprawy losu najbiedniejszych mieszkańców wesprzeć jedną ze sprawdzonych organizacji, które zajmują się np. edukacją dzieci w slumsach czy zwalczaniem problemu przemocy.

Tarasy Ifuago na Filipinach

Filipińczycy uważają, że są ósmym cudem świata. Choć takich „ósmych cudów” jest na świecie wiele, z pewnością tarasy ryżowe w Ifugao nie bez przyczyny są dla Filipińczyków źródłem dumy, a dla turystów odwiedzających ten kraj obowiązkowym punktem wycieczek.

Tarasy ryżowe same w sobie są niezwykle malowniczym elementem azjatyckich krajobrazów, jednak te położone w prowincji Ifugao wyróżniają się wśród nich. Położone na zboczach gór Luzon liczą sobie około 2000 lat. Imponujące jest, że te znajdujące się na wysokości 1500 m n.p.m. i zajmujące powierzchnię 10 360 km² tarasy wedle wszelkich badań powstały bez użycia jakichkolwiek maszyn. Są więc imponującym dziełem ludzkich rąk, które przetrwało przez wieki. Tarasy te zasilane są przez dobrze przemyślany system irygacyjny, który doprowadza do nich wodę ze znajdujących się w wyższych partiach gór lasów deszczowych.

Tarasy wymagają szczególnej opieki, bo zagraża im erozja. Jeszcze dziesięć lat temu uznawane były przez UNESCO za poważnie zagrożone, jednak wysiłki władz doprowadziły do poprawy sytuacji i dziś znów można podziwiać malownicze ryzowe tarasy w górach.

Wyprawę ścieżkami wiodącymi między tarasami ryżowymi warto połączyć z kąpielą w gorących źródłach. Droga do nich widzie wąskimi krawędziami tarasów, jest więc wyprawą dla osób, które lubią intensywne emocje. Ponieważ ścieżki tu bywają poplątane, a dla laika wszystkie tarasy ryżowe są podobne, warto skorzystać z usług lokalnych przewodników – bez trudu znajdziemy ich w każdej wiosce.
Jeśli nie w smak nam wielogodzinne piesze wycieczki, po rozległy regionie tarasów ryżowym możemy poruszać się także popularnymi tu jeepami, których właściciele zbierają grupy turystów zainteresowanych taką wycieczką.

Mieszkańcy Ifugao

Choć ryżowe tarasy są bezsprzecznie jedną z największych atrakcji tego regionu, wizyta w Ifugao oferuje znacznie więcej. To okazja, by zapoznać się z barwną kulturą ludu zamieszkującego ten górski region Filipin. Przedstawiciele Ifugao wyróżniają się niezwykle kolorowymi strojami, po których już z daleka można ich rozpoznać. Ponieważ żyją w górach, gdzie wioski odizolowane są od wpływów z zewnątrz, nadal dominują tu pierwotne, animistyczne wierzenia. Niegdyś słynęli z waleczności i zatargów z sąsiadami, dziś to spokojni rolnicy skoncentrowani na uprawie ryżu, choć zajmują się też łowiectwem i zbieractwem.

Jeśli chcemy bliżej poznać ich kulturę, warto zajrzeć do skansenu w Hiwang Village. Miejsce to jest też wspaniałym punktem widokowym pozwalającym na podziwianie tarasów ryżowych.

Co warto zobaczyć w okolicy?

Philippine War Memorial Shrine to pomnik niezwykły, bo w formie przypomina zwyczajny dom, tradycyjny dla mieszkańców tego regionu. Upamiętnia on zakończenie drugiej wojny światowej i znajduje się w Kianganie.

Apfo to zespół mauzoleów, które wyróżniają się tym, że są zbudowane z kamienia. Na honorowy pochowek w mauzoleum zasługują przedstawiciele lokalnej elity oraz zasłużeni wojownicy.

Jaskinie Makaliwagha i Lebhong to miejsce, gdzie niegdyś dokonywano pochówków. Wedle legendy zostały one wskazane przez jaszczurki – w lokalnych animistycznych wierzeniach gady te mają szczególny status.

Tama Magat Dam to malownicze miejsce, które warto zobaczyć. Zapora na rzece Magat jest też idealnym miejscem do wypoczynku.

Kamień Lumauig na rzece Balangbang z punktu widzenia turystów jest po prostu interesującym obiektem. Wedle miejscowych wierzeń jednak, pomyślność ludów zamieszkujących ten region będzie trwała tak długo, jak długo skala pozostanie na miejscu. Jest więc otoczona szczególną troską.

Million Dollar Hill to jedno ze wzgórz otaczających Kiangan. Choć jest interesującym punktem widokowym, najważniejsza jest jego historia. Nazwa tego miejsca pochodzi od kwoty, jaką alianci musieli przeznaczyć, by pokonać chroniących się tu Japończyków.

Cuda natury na Filipinach!

Choć Filipiny są bardzo popularnym celem turystów z całego świata, wyspa Palawan należy do rzadziej odwiedzanych części archipelagu. I choć nie jest tu już tak pusto i dziewiczo, jak jeszcze kilkanaście lat temu, to wciąż najmniej odkryta i najmniej skomercjalizowana część Filipin. A przy tym naprawdę warta odwiedzenia.

To, co przyciąga turystów na wyspę Palawan to przede wszystkim podziemna rzeka w miejscowości Sabang, która znajduje się na liście siedmiu cudów natury. Została na nią wpisana w 2011 roku, a od 1999 roku jest na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Podziemna rzeka w Sabang znajduje się na terenie Parku Narodowego Puerto Princesa Subterranean River. To jedna z najdłuższych podziemnych rzek na świecie – ma aż 8 kilometrów, choć tylko 1,5 kilometra ma odcinek, na którym dopuszczony jest ruch turystyczny. To właśnie rejs łodzią po podziemnej rzece jest największą atrakcją Palawanu. Przepłynięcie łodzią trwa około 40 minut i jest okazja do podziwiania niezwykłych form skalnych. Jaskinia, przez którą płynie rzeka jest pełna życia – raz po raz odzywają się nietoperze. Dodatkową atrakcją jest sama droga do miejsca, z którego rozpoczyna się rejs. Wiedzie ona przez szlak wytyczony w dżungli, więc jest okazją, by podziwiać bujną filipińską przyrodę. Turystom zwykle w ich wyprawie towarzysza tu na każdym kroku ruchliwe i ciekawskie małpki.

Na terenie parku narodowego znajduje się też inny cud natury: Jaskinia Nagbituka, w której ukryty jest czterdziestometrowy wodospad.

Uwaga: ze względu na konieczność ochrony tego cennego obiektu przyrodniczego, władze Filipin wprowadziły ograniczenia w ruchu turystycznym. Dziennie podziemną rzekę może odwiedzić maksymalnie 600 osób – tylko tyle pozwoleń jest wydawanych. Jeśli nie uda nam się załapać na rejs, nic straconego – samo miasteczko Sabang jest godne uwagi i warto zatrzymać się w nim na dłużej. Choćby po to, by zrelaksować się na pięknej i niezatłoczonej plaży.
Można też zamówić rejs tradycyjną łodzią po okolicznych wysepkach. Szczególnie atrakcyjna jest Starfish Island czyli Wyspa Rozgwiazd.

To też idealne miejsce do uprawiania sportów wodnych, w tym nurkowania. W Sabang bez problemu wypożyczymy niezbędny sprzęt.

Co jeszcze zobaczyć na Palawanie?
Podziemna rzeka nie jest jedyną atrakcją Palawanu. Będąc na tej filipińskiej wyspie warto odwiedzić miasto Puerto Princesa – należy do największych na świecie: rozciąga się na całej szerokości wyspy i ma długość ponad 100 km! Na uwagę zasługuje łańcuch górski, który przebiega przez jego środek. Miasto zachwyci wszystkich miłośników zrównoważonej urbanistyki stawiającej na harmonijny rozwój i ekologię. Jest uważane za najpiękniejsze miasto na Filipinach.

Warto też zajrzeć do Palawan Wildlife Rescue and Conservation Center – ośrodka naukowego specjalizującego się w badaniu życia krokodyli. To okazja, by podziwiać te potężne gady.

Tubbataha to park morski o powierzchni prawie 100 tys. ha. Jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO przede wszystkim na imponująca liczbę gatunków, jakie go zamieszkują. To między innymi 360 gatunków koralowców, 600 gatunków ryb i aż 00 gatunków ptaków. To punkt obowiązkowy dla każdego miłośnika egzotycznej przyrody. Znajdują się tam też dwie koralowe wyspy.

Coron to siedem jezior otoczonych wapiennymi klifami zlokalizowanych w północnej części Palawanu. To jedno z najpopularniejszych miejsc do nurkowania, nie tylko na Filipinach, ale na całym świecie. Ego największa atrakcją są zatopione wraki japońskich okrętów z czasów drugiej wojny światowej. Jest ich aż dwanaście, a podczas nurkowania można je dokładnie obejrzeć. Co ważne, w rejonie Coron coś dla siebie znajda zarówno początkujący jak i zaawansowani wielbiciele nurkowania.

8 najciekawszych plaż świata

Przed nami lato, czas długich gorących dni, wakacji i urlopów. Nad morze, w góry, nad jezioro, a może jeszcze gdzieś indziej? Pomysłów na udane wczasy jest naprawdę wiele. Ci, którzy wybiorą wodę i piasek, muszą liczyć się z wieloma niemiłymi niespodziankami, jakie spotkać ich mogą na plażach – tłok, śmieci, kamieniste brzegi, zimne morze, brak odpowiedniej infrastruktury… Wybierając się nad morze warto wiedzieć, które plaże są godne uwagi, a które trzeba omijać szerokim łukiem – szczególnie za granicą, bo o polskich jakieś tam pojęcie zwykle mamy. Dlatego przygotowaliśmy zestawienie 8 plaż świata, które – naszym zdaniem – warto odwiedzić!

Baia do Sancho

Naszą podroż po najlepszych plażach na Ziemi rozpoczynamy w słonecznej Brazylii, a konkretnie na wyspie Fernando de Noronha, na wschód od stałego lądu. Tutejsza Baia do Sancho praktycznie nie schodzi z czołowych miejsc w większości plażowych rankingów. Błękitna, czyściutka woda, miękki piach, wysokie temperatury… Dodatkowo, osamotnione położenie na mapie względem innych lądów powoduje, że ilość ludzi korzystających z jej uroków jest zazwyczaj całkiem niewielka. Czego chcieć więcej?

La Concha w San Sebastian

Z Baia do Sancho ruszamy na wschód, tak by dostać się do Europy. Konkretnie – Hiszpanii. Tutaj, w Kraju Basków znajduje się miasto San Sebastian, a w nim jedna z najlepszych plaż na Starym Kontynencie (i na świecie) – niemal 1,5-kilometrowa La Concha. Oprócz znakomitych warunków tak do kąpieli, jak i opalania się, plaża oferuje mnóstwo udogodnień dla odwiedzających. Z dodatkowych atrakcji warto wspomnieć o promenadzie Paseo Maritimo i wycieczkach na pobliską wyspę św. Klary.

Pampelonne w Saint-Tropez

Z La Conchy udajemy się w podróż w kierunku Lazurowego Wybrzeża, prosto do francuskiego Saint-Tropez, znanego z filmów z Louisem de Funèsem. Tu, na plaży Pampelonne, kręcono w sumie trzy części słynnego „Żandarma”. Wcześniej zaś, w latach 50., na planie „I Bóg stworzył kobietę” Brigitte Bardot rozpoczęła modę na bikini. Dzięki tym filmowym „rolom”, plaża Pampelonne stała się bardzo popularna, szczególnie wśród znanych i bogatych ludzi. Dziś to kawał historii i miejsce naprawdę kultowe.

Navagio

Pozostajemy w Europie i przenosimy się do słonecznej Grecji, a ściślej mówiąc – na wyspę Zakynthos. Znajduje się tu jedna z najbardziej urokliwych plaż, Navagio przy Zatoce Wraku. Nikt nie wie tak do końca, skąd właściwie wziął się Panagiotis, czyli spoczywający na niej okręt; pewne natomiast jest, że ta niemal odcięta od świata, otoczona skałami plaża ma niepowtarzalny klimat, a oblewana jest chyba przez najbardziej błękitną wodę na Ziemi. I niesamowicie prezentuje się z klifów!

Goa

Opuszczamy Europę i ruszamy do Azji. Goa to właściwie nie tyle plaża, co cały kompleks plaż na zachodnim wybrzeżu Indii. Jest ich tu całe mnóstwo, do tego często znacznie różnią się między sobą – tak, że właściwie można by dla nich zrobić osobny poradnik! W dużym skrócie – północne plaże są większe, bardziej gwarne, można tu spotkać starych hippisów; południowe z kolei bardziej przypominają typowe, rajskie tropiki. Gdybyśmy mieli wybrać jedną z plaż Goa, nasz typ to Palolem w części południowej.

Phi Phi

Z Indii prostą drogą udajemy się do Tajlandii, a dokładnie na piękne wyspy Ko Phi Phi, wciąż jeszcze nie w pełni przejęte przez cywilizację. Tu również do wyboru mamy kilka plaż. Spróbować można wszystkiego – od słodkiego wylegiwania się na bielutkim piasku, przez kąpiel lub nurkowanie w krystalicznie czystej wodzie, po długie plażowe imprezowanie w rytm tutejszej muzyki. Wokół jest tak pięknie, że chciałoby się zostać na zawsze!

Copacabana/Ipanema

Zaczęliśmy w Brazylii i tam też (konkretniej w Rio de Janeiro) kończymy naszą podróż. A kończymy ją remisem, bo zarówno Copacabana, jak i Ipanema zasługują na uwagę. Zresztą – leżą tuż koło siebie, więc za jednym zamachem możemy odwiedzić obie. Czysta woda, miękki, biały piach, do tego bliskość deptaku i miasta z wszystkimi jego zaletami, takimi jak sklepy, restauracje, bary oraz, oczywiście, kultowość samego Rio de Janeiro sprawiają, że tutaj przyjechać po prostu trzeba.